wtorek, 27 września 2011

Lampki, świece, lampiony - czyli kilka słów o świetle w długim domu

Kiedy dni robią się coraz krótsze, garniemy się do światła. Przyciskając włącznik, oddzielamy się od ciemności na zewnątrz i w kręgach lamp elektrycznych oddajemy się swoim czynnościom. Przed wynalezieniem elektryczności, a nawet lamp naftowych, czas jesieni był czasem półmroku, gęstniejącego zmierzchu. Ale człowiek nie jest istotą ciemności, żeby żyć i działać potrzebuje światła. Wewnątrz długiego domu zapewniało je palenisko, lecz rozjaśniało ono tylko niewielki krąg.

Jak tu sobie poradzić, gdy chce się wyciąć precyzyjny wzór na kościanej płytce, czy zaszyć dokładnie rozdarcie w sukni? Potrzebne jest dodatkowe źródło światła, najlepiej takie, które można łatwo wedle woli przemieszczać, zasilane łatwo dostępnym paliwem.

Skandynawowie ery wikingów radzili sobie rozmaicie. Korzystali z surowców, które mieli pod ręką, obrabiając glinę, metal i kamień (najczęściej steatyt, czasem wapień lub piaskowiec). Stosowano zarówno małe, stojące lampki jak i lampy wiszące, oraz duże, żelazne lampiony zakończone długim szpikulcem do wbijania w ziemię.

Poniżej kilka przykładów wynalazków rozświetlających długie domy:

Wisząca, steatytowa lampa o wymiarach 7,5 na 4,5 cala i 0,9 cala głębokości. Pochodzi z Jarlshofu, skandynawskiego gospodarstwa na Szetlandach. Datowanie: 800 - 1100 r.
(Źródło informacji i zdjęcia)



Stojące lampy z Yorku, materiał: wapień, datowanie 900 - 1000 r.
(Źródło informacji i zdjęcia: A. J. Mainman, N. S. H. Rogers, The Archaeology of York...)



Lampka z Hedeby
, gliniana, datowanie: wczesne średniowiecze
(Źródło: nieznane, wyszperane pośrednio na freha.pl


Do zagłębienia wlewano tłuszcz zwierzęcy. Zdobycie go nie było rzecz jasna celem samym w sobie, lecz był to produkt uboczny połowu. Do lampki trafiało więc, w zależności od szczęścia łowców, sadełko rybie, focze, nawet wielorybie, a do tego zapewne tłuszcz pozyskany przy okazji uboju zwierząt hodowlanych. Ślady tych substancji po wiekach odnajdujemy wsiąknięte w porowaty materiał lampek (jak na przykład niektórych egzemplarzy z Yorku).

Knot zrobiony był z włókien roślinnych. Jak twierdzi William R. Short, na Islandii stosowano do tego celu ziele wełnianki (zwanej fifa), pospolicie rosnącej w bardziej wilgotnych regionach wyspy (Icelanders in the Viking Age, s. 90). 


Nie wydaje mi się jednak, by na obszarze całej Skandynawii stosowano do tego celu tylko jeden gatunek roślin - zapewne eksperymentowano z wieloma rodzajami włókien.

Obok pospolitych tłuszczowych lampek istniały specjalne rodzaje oświetlenia, którym posługiwali się tylko ci bogatsi. Wszak nie wszędzie w skandynawskim świecie łatwo było zdobyć wosk. A z niego właśnie wytwarzano świece, dające jasny, czysty płomień, płonące najpierw w siedzibach możnych, a potem na kościelnych ołtarzach.

Ten rodzaj oświetlenia rozjaśniał nie tylko doczesne mroki, lecz także ciemność wiekuistą. W skandynawskich grobach komorowych w Gniezdowie, oprócz innych licznych elementów wyposażenia, m.in. bogatej biżuterii znaleziono także świeczki woskowe. Władysław Duczko pisze, że "Użycie licznych świec interpretowane jest jako ślady chrześcijańskich ceremonii celebrowanych tuż przed zamknięciem grobu" (Ruś Wikingów, s. 149). Argumentem za jest fakt, że w wymienionych grobach znaleziono zawieszki w kształcie krzyży. Pochówki ze świecami odkryto nie tylko na Rusi, lecz także w rdzennej Skandynawii. Jeden z bardziej znanych przykładów to bogaty pochówek komorowy w Mammen, w Danii oraz królewski grób w Jelling. Ogromną świecę z Mammen można dokładnie obejrzeć dzięki Duńskiemu Muzeum Narodowemu (zachęcam do kliknięcia w odnośnik, warto!).

Przedmioty dające światło, ofiarowane zmarłemu na ostatnią drogę, to jednak nie tylko wynalazek chrześcijański. w oseberskim pochówku łodziowym, zawierającym zwłoki dwóch niezmiernie możnych i znaczących kobiet (przypisuje im się funkcje księżnych, kapłanek, wieszczek), znaleziono oprócz innych przedmiotów dwie lampy żelazne (zdjęcie poniżej).


Zwykły element wyposażenia, bez ładunku symbolicznego? Raczej nie, skoro ułożono je w dębowym kufrze obok przedmiotu rozpoznanego jako różdżka wieszczki (Julian D. Richards, The Vikings, s. 21).

Światło było miłe zmarłym także w długi czas po ceremonii pogrzebowej. Thietmar w swej kronice przytacza historię, która choć miała miejsce nie na terenie Skandynawii, lecz w Cesarstwie Niemieckim, to rozgrywała się w interesującym nas okresie (początek XI wieku). Pewna pobożna grafini imieniem Herswinta wyzionęła ducha, a po jej śmierci miały miejsce różne cudowne zdarzenia. "Ochmistrzyni owej grafini od lat cierpiała na puchlinę wodną. W wigilię Narodzenia Pańskiego wydało jej się nagle, że musi zanieść świece na grób swojej pani, co też uczyniła. Ledwo zaczęło się nabożeństwo poranne, wyszła i pozbyła się nagle swych dolegliwości (...)". Światła na grobach bliskich płonęły zatem już tysiąc lat temu.

Światło było darem dla zmarłych, ale być może miało ich także odstraszać? Jeśli wierzyć sagom, lampki i świeczki zostawiano zapalone na noc, gdy wszyscy już spali. Według Gísla saga gdy Gísli Súrsson wchodził do wnętrza domu, aby zabić Thorgrima Thorsteinssona, w halli płonęły trzy lampy, mimo, iż wszyscy domownicy byli pogrążeni w głębokim śnie. Zaniedbanie, czy zachowanie o głębszym znaczeniu? Saga tego niestety nie ujawnia.

Bibliografia:

1. W. Duczko, Ruś Wikingów, Warszawa 2007
2. P.G. Foote, M. Wilson, Wikingowie, Warszawa 1975
3. Kronika Thietmara, tłum., wstęp i przypisy M. Z. Jedlicki, Kraków 2005
4. A. J. Mainman, N. S. H. Rogers The Archaeology of York, Volume17: The small finds Fasc 14 Crafts, Industry and Everyday Life:Finds from Anglo-Scandinavian York, York, 2000
5. Julian D. Richards, The Vikings, Nowy Jork, 2005
6. William R. Short, Icelanders in the Viking Age, 2010

5 komentarzy:

  1. Hyhy, to z FREHA to, o ile dobrze pamiętam,
    lampka z wymiarowaniem naniesionym przez Thyrviego, kiedy zamawialiśmy taką od Fuscherów na stan Ydalir ;D

    Swoją drogą jedna się stłukła, ale druga - bo dwie sztuki braliśmy - do dziś świetnie się sprawuje, mimo regularnego przepalania wszelkim tłuszczem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za świetny artykuł :) Szkoda tylko, że linki mi nie działają :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. > Olof - zauroczyła mnie ta lampka i chyba zamówię sobie u Fuscherów podobną :) Fajnie, że model już został przetestowany "w boju". A z ciekawości, z czego robicie knot?

    >Aga B. - Sprawdziłam, jeden z linków faktycznie nie działa, ale to raczej wina strony docelowej (gdy wrzucałam notkę, odnośnik jeszcze hulał). Reszta powinna być ok - przynajmniej na Firefoksie działa. P.S. dzięki za dobre słowo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wisz... tak podejrzewam, że model został przetestowany "w boju" już z tysiąc lat temu ;-) My tylko postanowiliśmy skorzystać z doświadczeń ;) Z kaganków z Hedeby mamy na stanie i ten "model" i taki z półkulistą czaszą.

    Knoty robimy z lnu albo innych roślinnych włókien- albo strzęp tkaniny, albo trochę nici (np. jakaś dratwa zwinięta w grubszy pęczek), albo kawałek konopnego sznurka.

    OdpowiedzUsuń